Jaki jest religijny sens pandemii, która nas dotyka, jak można ją sobie wytłumaczyć, dlaczego Bóg  na to wszystko pozwala? Oto próba odpowiedzi – o. Stanisław Tasiemski, dominikanin, wiceprezes KAI:

       Gdzie jest Bóg? Skoro umierają najbliżsi, skoro jest tyle cierpienia w świecie? To jest pytanie, na które nie znajdujemy odpowiedzi jak gdyby z rękawa. To są pytania najbardziej dramatyczne, które człowiek rozważa w milczeniu. To doświadczenie ma czemuś służyć. Może dzisiaj nie potrafimy dać wyraźnych odpowiedzi, ale to jest wyzwanie, od którego nie możemy uciekać.

Niewiele dowiedzieliśmy się z tych wyjaśnień. Nie wiadomo, gdzie jest Bóg.  Doświadczenie  pandemii ma czemuś służyć. Ale czemu? Tego również nie wiadomo.

Spróbuję wiec  podpowiedzieć wierzącym:  to doświadczenie może pomóc wam w zrewidowaniu waszego stosunku  do wiary, do waszych przekonań religijnych. Rzekomy Bóg pozostaje obojętny – a zatem albo nie jest wszechmocny, albo nie jest dobry. Albo po prostu nie istnieje.

Częścią wiary katolickiej jest wiara w  Kościół, który nie tylko został zmuszony przepisami stanu epidemii do radykalnego ograniczenia działalności obrzędowej, ale wycofał się ideologicznie – zniknęły gdzieś dyżurne kościelne tematy ostatnich miesięcy:  tęczowa zaraza, ideologia gender, demony ekologizmu. Dzisiaj, gdy świat zmaga się z rzeczywistym  zagrożeniem, hierarchowie nie mają nic do powiedzenia.  

W przeszłości Kościół odczytywał zarazę jako karę boską. Dziś taka taka interpretacja pojawia się na obrzeżach katolicyzmu, ale główny nurt kościelny od niej odszedł. Trudniej utrzymać ją w dzisiejszym świecie, gdy wiemy o bakteriach i wirusach jako przyczynach chorób.  Wiemy to dzięki nauce, a nie religii.

I dzisiaj nasza nadzieja kieruje się ku naukowcom (link). Zdaniem profesora Andrzeja Ledera…

       …efektem tego, co teraz się dzieje, powinno być przypominanie, że bez naukowców, ludzi wykształconych, nasza cywilizacja jest kompletnie bezradna. I że trzeba ich szanować. 

Naukowcy kierują swoją inwencję na walkę z koronawirusem,  natomiast kapłani – na omijanie rygorów stanu epidemii. Skupiają  na podtrzymywaniu obrzędowości – tak jakby obawiali się, że wierni, którzy zwykle co niedziela pojawiali się w kościele, po epidemii mogą już do niego nie wrócić (link). 

Zdaniem księdza Wojciecha Lemańskiego, gdy uporamy się z koronawirusem, Kościół nie będzie już taki jak przedtem:

       Wiele wskazuje na to, że tłuste lata Kościoła skończyły się bezpowrotnie.

Miejmy nadzieję, że ta prognoza okaże się trafna. Epidemia uświadamia nam, że jesteśmy bezradni bez wiedzy, bez wysiłków naszego rozumu – ale bez religii możemy się obejść.

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Bezradność Kościoła, nadzieja w nauce"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Viggonn
Gość

Nie ma sensu dyskutować z kimś, kto zniża się do poziomu robactwa ze swoją wiarą w nieistnienie Boga.
Robak nie myśli, nie odczuwa emocji, a żyje i porusza się bez sensu i celu w życiu. Właśnie materialistyczni ateiści przypominają w pewnym sensie takie nędzne robaki, glizdy i dżdżownice, których jedynym celem i sensem w życiu jest błąkanie się po tym świecie i walka o przetrwanie.
Czy człowiek nie jest lepszy od nędznego robaka? Ateiści, tylko na tyle was stać? Czy bycie nędznym robakiem jest fundamentem waszej wiary w nieistnienie żadnego Boga?