Arcybiskup Stanisław Budzik ukarał upomnieniem kanonicznym księdza Eugeniusza Szymańskiego za zaangażowanie polityczne. Lubelski duchowny podczas mszy agitował na rzecz PiS. Ale ksiądz od dawna znany jest z tego rodzaju aktywności.

Kilka miesięcy temu w kościele, którego proboszczem jest ks. Szymański, została odprawiona msza w intencji „sprawiedliwego rozstrzygnięcia” spraw sądowych toczących się wobec dwóch lokalnych polityków PiS (link). W 2015 roku przed wyborami parlamentarnymi proboszcz apelował do wiernych w kościele: „Głosujcie na kandydatów z list PiS. Oni bronią wartości chrześcijańskich”. Ówczesny rzecznik kurii lubelskiej ks. Krzysztof Podstawka tak to skomentował: „Nie ma żadnych kar za tego typu działania. Nie można też ich zakazać proboszczowi”. Rzecznik zaznaczył, że każdy proboszcz ma „pewną autonomię” (link).

Jednak po czterech latach okazuje się, że kary są. Dowiadujemy się, że arcybiskup „wielokrotnie prosił księdza proboszcza o nieangażowanie się po żadnej ze stron sporu politycznego”, a dziś formalnie go upomniał. Obecny rzecznik kurii ks. Adam Jaszcz dodaje: „Ufamy, że ksiądz proboszcz podporządkuje się woli swojego przełożonego. W przeciwnym razie Kodeks Prawa Kanonicznego przewiduje kolejne działania”. Może to być np. usunięcie księdza z parafii lub odebranie mu funkcji administracyjnych (link).

Kodeks Prawa Kanonicznego nie zmienił się od 2015 roku. A więc skąd się wzięły kary, których wówczas rzekomo nie było? Co się stało z autonomią proboszcza? Po raz kolejny przekonujemy się, że Kościół bardzo elastycznie traktuje nie tylko prawo powszechne, ale również własne zasady – interpretuje je tak, jak w danej chwili mu wygodnie.

Dziś przebrała się miarka wobec lubelskiego proboszcza – ale wcześniej jego działalność polityczna nie uwierała przełożonych na tyle, by sięgnęli po kary kanoniczne, co więcej, z kurii płynął głos, że ksiądz nie może zostać ukarany (ujawnia się tu, jakże charakterystyczne dla Kościoła, elastyczne podejście do prawdy). Ksiądz Szymański mógł sobie pozwolić na  wiele, podobnie jak inni księża, którzy wspierają partię władzy, udostępniając jej salki na spotkania wyborcze i pozwalając wieszać banery na kościelnych płotach (link).

Biskupi reagują na incydenty, które stają się głośne w mediach – mogą one zaciążyć na wizerunku Kościoła i zbyt głęboko naruszyć jego oficjalny przekaz o własnej apolityczności. Kościół podtrzymuje ten przekaz, bo nie chce być rozliczany z sojuszu z PiS. W tej chwili żywi się sukcesem władzy, ale każdy sukces polityczny prędzej czy później się kończy. A Kościół nie ma ochoty pójść na dno wraz ze swoim dzisiejszym sojusznikiem.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar