Kościół nieustannie czymś straszy. Od paru miesięcy katoliccy hierarchowie z dużym zaangażowaniem starają się wywołać u wiernych lęk przed demonem LGBT, który rozbija rodziny, profanuje świętości, wdziera się do szkół i seksualizuje dzieci. Kościelna płyta z hejtem wymierzonym w homoseksualnych bliźnich bez przerwy się obraca, jest więc już nieco zdarta i być może dlatego repertuar został właśnie urozmaicony.

Trybunowie społeczeństwa bez Boga domagają się agresywnie przywrócenia ateizmu państwowego. Jednocześnie mamy do czynienia z ateizacją na drodze rewolucji obyczajowej, komunikuje bp Krzysztof Nitkiewicz.

Brzmi to groźnie i tajemniczo. Wprawdzie niektóre środowiska w Polsce mówią o świeckim państwie, ale nie słyszałem, by ktokolwiek domagał się wprowadzania ateizmu państwowego. Zachodzą zmiany obyczajowe, które zagrażają przywilejom Kościoła, ale określa się je mianem laicyzacji. Jednak słowo „ateizacja” ma mocniejszą wymowę, a wiec łatwiej zmobilizuje wiernych i wywoła w nich gotowość do odparcia wrogich ataków.

Europa tracąc pamięć o swoich korzeniach traci tożsamość. Rozwinęła bowiem kulturę, która wyklucza Boga z publicznej świadomości, oznajmia abp Wacław Depo.

Fundamentem kultury europejskiej jest dziedzictwo antyku, a elementami tego dziedzictwa są racjonalność, dyskurs, logika, krytycyzm poznawczy i cały paradygmat nauki, wypracowany przez starożytnych Greków, a później porzucony na tysiąc lat przez chrześcijaństwo. To dziedzictwo pomaga nam np. badać rzeczywistą naturę religii, jej funkcje i cele. Pozwala nam widzieć, że religia wtłacza w publiczną świadomość swoje archaiczne i fantastyczne wierzenia, swą antykulturę wrogości i podziałów, ze szkodą dla ludzi i całych społeczeństw – ale z korzyścią dla instytucji Kościoła.

Nie wierzcie telewizyjnym i internetowym wichrzycielom, którzy zasiewają na naszej polskiej ziemi obce nam ziarna ateizmu, przestrzega bp Krzysztof Milewski.

O „wichrzycielach” lubił wspominać Władysława Gomułka, jeden z przywódców PRL – jak widać, język rozmaitych autorytaryzmów bywa podobny. „Ziarna ateizmu” nie są nam obce, w XVII wieku Kazimierz Łyszczyński napisał traktat „O nieistnieniu Boga”, za co stał się ofiarą chrześcijańskiego mordu sądowego. Tak w praktyce zadziałała miłość bliźniego.

Ostatni z weekendowych cytatów biskupich ma (niezamierzoną) wymowę humorystyczną: Najgorszym nałogiem jest uzależnienie od ateizmu, wyrokuje bp Łukasz Buzun.

Ateizm nie jest poglądem ani ideą, jest brakiem pewnego poglądu lub idei: brakiem wiary w bogów. Tak więc uzależnienie od ateizmu jest podobnym nałogiem jak intensywne niepalenie papierosów lub notoryczne niepicie alkoholu. Świat jest pełen takich nałogów.

Kościół od stuleci stosuje strategię wskazywania wroga, cementując w ten sposób wspólnotę wiernych i odwracając uwagę od własnych problemów. Kiedyś na wrogów Kościół typował heretyków czy Żydów; od kilku miesięcy w Polsce ich miejsce zajmują geje. Kampanią przeciw LGBT Kościół dość skutecznie przykrył przestępstwa pedofilskie księży i ich tuszowanie przez hierarchów, ale chyba uznał, że jego twierdza jest za słabo oblężona i warto wyszukać kolejnego wroga – tak odczytuję ostrzeżenia przed ateizmem zawarte w przemowach hierarchów.

Hasłem reklamowym Kościoła pozostaje miłość bliźniego, ale historia i współczesność przekonują, że Kościół znacznie skuteczniej wpaja wiernym strach przed bliźnim i wrogość wobec niego.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar