Sąd kurii kierowanej przez biskupa Andrzeja Suskiego uznał dziewięcioletnią ofiarę księdza pedofila za „wspólnika grzechu” i uniewinnił księdza od zarzutów czynów pedofilskich. Działo się to w 2015 roku. Rok później sąd powszechny uznał księdza za winnego i skazał go na trzy lata więzienia.

Media pisały wcześniej o tej sprawie, ale szersze zainteresowanie wywołała w ostatnich dniach, gdy przypomniał ją „Superwizjer”. Odezwały się głosy oburzenia, np. poseł Paweł Olszewski zażądał, by odebrać biskupowi Suskiemu tytuł honorowego obywatela województwa kujawsko-pomorskiego.

Warto jednak pamiętać, że biskup Suski jest tylko jednym z trybów machiny zwanej Kościołem katolickim. Wina księdza Jarosława P. jest znana od 2016 roku, bo wtedy właśnie sąd powszechny skazał go na karę więzienia. Od tamtej chwili, a więc przez trzy lata, władze polskiego Kościoła nie zareagowały na kuriozalny proces przed sądem biskupim ani na fakt, że biskup Suski nie zgłosił do prokuratury sprawy gwałtu na dziecku. Najwyraźniej Kościół nie widzi powodów do reakcji.

Prymas Wojciech Polak pytany o nazwanie przez sąd biskupi pokrzywdzonego dziecka „wspólnikiem grzechu cudzołóstwa”, tłumaczył:  Myślę, że to jest sformułowanie bardziej kanoniczne niż obiektywna rzeczywistość, ponieważ jest to osoba wykorzystana i skrzywdzona. Nic więcej na ten temat nie można powiedzieć. 

Z wyjaśnienia prymasa wynika, że:  (1) prawo kanoniczne może fałszywie i nikczemnie przedstawiać dziecko jako „wspólnika cudzołóstwa”; (2) prawo to może nie mieć związku z obiektywną rzeczywistością. Prymas chce ratować sytuację, ale pogrąża Kościół.

Co więcej, szef Episkopatu abp Stanisław Gądecki, a więc osoba, która z racji swej służbowej pozycji powinna być dobrze poinformowana o sprawie księdza Jarosława P. i jego procesie przed sądem biskupim, twierdzi, że… nie zna sprawy. Z jego wyjaśnień wynika, że słyszał o niej z mediów, ale nie ufa przekazom z „drugiej ręki”. Jednak sprawa nie jest nowa i hierarcha miał czas, aby sprawdzić, na ile te przekazy są wiarygodne. Jeśli tego nie zrobił, to znaczy, że nie chciał.

W 2012 roku ukazała się książka „La voluntad de no saber” (Wola niewiedzy) zawierając ponad 200 dokumentów, które wyciekły z Watykanu. Są one dowodem na to, że kuria rzymska znała pedofilskie, narkotykowe i korupcyjne wyczyny księdza Marciala Maciela Degollado – choć oficjalnie nic o nich nie wiedziała. Ta wola niewiedzy jest skazą całego Kościoła katolickiego, również polskiego, który swój proceder pedofilski najchętniej trzymałby pod dywanem, udając, że nic o nim nie wie.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar