Nowa kościelna kampania wrogości?

Kościół nieustannie czymś straszy. Od paru miesięcy katoliccy hierarchowie z dużym zaangażowaniem starają się wywołać u wiernych lęk przed demonem LGBT, który rozbija rodziny, profanuje świętości, wdziera się do szkół i seksualizuje dzieci. Kościelna płyta z hejtem wymierzonym w homoseksualnych bliźnich bez przerwy się obraca, jest więc już nieco zdarta i być może dlatego repertuar został właśnie urozmaicony.

Trybunowie społeczeństwa bez Boga domagają się agresywnie przywrócenia ateizmu państwowego. Jednocześnie mamy do czynienia z ateizacją na drodze rewolucji obyczajowej, komunikuje bp Krzysztof Nitkiewicz.

Brzmi to groźnie i tajemniczo. Wprawdzie niektóre środowiska w Polsce mówią o świeckim państwie, ale nie słyszałem, by ktokolwiek domagał się wprowadzania ateizmu państwowego. Zachodzą zmiany obyczajowe, które zagrażają przywilejom Kościoła, ale określa się je mianem laicyzacji. Jednak słowo „ateizacja” ma mocniejszą wymowę, a wiec łatwiej zmobilizuje wiernych i wywoła w nich gotowość do odparcia wrogich ataków.
Zobacz więcej

Kościele, ucz się moralności

Ksiądz Tomasz Kancelarczyk utworzył na Facebooku wydarzenie „Odkażanie”, zaplanowane na 14 września, czyli dzień Marszu Równości w Szczecinie. Pomysł podchwyciły środowiska prawicowe, zapowiadając: „Zmyjemy LGBT!”. Sam ksiądz z akcji się wycofał i opublikował przeprosiny: facebook.com/tomasz.kancelarczyk

Lepiej, że przeprosiny są, niż gdyby miało ich nie być. Jednak nie do końca wierzę w ich szczerość, nie tylko dlatego, że ksiądz opublikował je dopiero po tym, gdy pojawiła się zapowiedź zgłoszenia do prokuratury jego „Odkażania”. Szczeciński duchowny bowiem wciąż mija się z prawdą, pisząc o „propagowaniu życia reprezentowanego przez ruch LGBT”, podczas gdy uczestnikom i zwolennikom Marszów Równości chodzi o ludzkie, równe traktowanie osób LGBT.  Tradycja religijna inspiruje natomiast wiernych, by traktowali te osoby w sposób nieludzki i barbarzyński – akcja „Odkażanie” jest jednym z wielu przykładów.

Ksiądz pisze, że „w ostatnim dniu” rozmawiał z wieloma osobami homoseksualnymi i te rozmowy uzmysłowiły mu, że naruszył należny im szacunek. Nie pomyślał ksiądz o tym,  żeby porozmawiać z nimi wcześniej? I czy naprawdę do tego potrzebna jest rozmowa? Ja sam o istnieniu homoseksualistów dowiedziałem się w bardzo młodym wieku  i w ogóle nie przyszło mi na myśl, abym mógł ich traktować inaczej niż osoby heteroseksualne. Ale jestem ateistą, natomiast religia skłania wiernych do zupełnie innej postawy – uczeni są pogardy i wrogości wobec ludzi odmiennych i najwyraźniej dopiero terapia społeczna, polegająca na rozmowie z tymi ludźmi może pomóc im w oczyszczeniu się z brudu religijnych przesądów.

Duchowni chcą uchodzić za przewodników moralnych – ale jeśli mamy wierzyć słowom księdza, to właśnie on ostatnio nauczył się czegoś o moralności. I tak właśnie wygląda rzeczywistość, gdy opadnie dym religijnej propagandy – zdeprawowany i obskurancki Kościół nie ma żadnych kompetencji, by nauczać o przyzwoitości i prawości. Jeśli chce, może nauczyć się czegoś od nas.

Nie szukajmy dobra w religii i Kościele

Po homofobicznej agresji w Białymstoku ksiądz Wojciech Lemański trafnie ocenił, iż sprawcy przemocy czuli, że mieli poparcie lokalnego biskupa, a nawet całego episkopatu.

Rozczarowany ksiądz sformułował jednocześnie pewien postulat:

Kościół powinien wychowywać do tolerancji i wzajemnego szacunku

Skąd to oczekiwanie? Przecież częścią historii chrześcijaństwa są liczne zbrodnie w imię Boga. Oprawcy z Biblią w jednej ręce i mieczem w drugiej. Krucjaty, inkwizycja, tortury, masakry, rabunki, gwałty, pogromy. Współpraca z reżimami. Tuszowanie przestępstw pedofilskich.

„Dobro” religii istnieje na poziomie haseł i tego poziomu nie opuszcza. Kościół nie wychowuje wiernych ku dobru, lecz ku lojalność i posłuszeństwu. Dobro może być wręcz niepożądane, bo ludzi moralnie wrażliwych nie da się wrogo nastawić przeciw jakiejś grupie bliźnich – a z tej socjotechniki Kościół od wieków korzysta dla swoich celów. Niegdyś typował na wrogów heretyków, pogan, Żydów, kobiety uznane za czarownice; w dzisiejszej Polsce za cel wziął sobie głównie osoby LGBT.

Religia sprawia, że różnice między ludźmi, zamiast nawzajem nas inspirować i wzbogacać, stają się przyczyną wrogości. I nie jest to jakieś nabyte schorzenie religii, z którego można ją wyleczyć, lecz fundament jej społecznego funkcjonowania. Ma ona bowiem oblicze plemienne – czerpie swe żywotne soki z podziału na tych, którzy ją wyznają i na pozostałych. Ci pierwsi w optyce religijnej zawsze będą lepsi, a ci drudzy – gorsi. Mówi o tym wyraźnie Nowy Testament:

Gdyby dla bogów stworzonych przez religie nie miało moralnego znaczenia, czy ludzie w nich wierzą, czy nie, to religie oraz instytucje takie jak Kościół byłyby zbędne. Dlatego religia zawsze będzie dzieliła ludzi i nastawiała ich przeciwko sobie, tak jak to czyniła przez wieki.

Przez całą swą historię Kościół szerzył nietolerancję i brak szacunku dla odmienności. Trudno oczekiwać, że nagle zmieni kurs i pożegluje w kierunku przeciwnym. Postulat księdza Lemańskiego nie zostanie spełniony. Jeśli mamy szukać dobra – to poza religią i poza Kościołem.

Kościelna wola niewiedzy

Sąd kurii kierowanej przez biskupa Andrzeja Suskiego uznał dziewięcioletnią ofiarę księdza pedofila za „wspólnika grzechu” i uniewinnił księdza od zarzutów czynów pedofilskich. Działo się to w 2015 roku. Rok później sąd powszechny uznał księdza za winnego i skazał go na trzy lata więzienia.

Media pisały wcześniej o tej sprawie, ale szersze zainteresowanie wywołała w ostatnich dniach, gdy przypomniał ją „Superwizjer”. Odezwały się głosy oburzenia, np. poseł Paweł Olszewski zażądał, by odebrać biskupowi Suskiemu tytuł honorowego obywatela województwa kujawsko-pomorskiego.

Warto jednak pamiętać, że biskup Suski jest tylko jednym z trybów machiny zwanej Kościołem katolickim. Wina księdza Jarosława P. jest znana od 2016 roku, bo wtedy właśnie sąd powszechny skazał go na karę więzienia. Od tamtej chwili, a więc przez trzy lata, władze polskiego Kościoła nie zareagowały na kuriozalny proces przed sądem biskupim ani na fakt, że biskup Suski nie zgłosił do prokuratury sprawy gwałtu na dziecku. Najwyraźniej Kościół nie widzi powodów do reakcji.

Prymas Wojciech Polak pytany o nazwanie przez sąd biskupi pokrzywdzonego dziecka „wspólnikiem grzechu cudzołóstwa”, tłumaczył:  Myślę, że to jest sformułowanie bardziej kanoniczne niż obiektywna rzeczywistość, ponieważ jest to osoba wykorzystana i skrzywdzona. Nic więcej na ten temat nie można powiedzieć. 

Z wyjaśnienia prymasa wynika, że:  (1) prawo kanoniczne może fałszywie i nikczemnie przedstawiać dziecko jako „wspólnika cudzołóstwa”; (2) prawo to może nie mieć związku z obiektywną rzeczywistością. Prymas chce ratować sytuację, ale pogrąża Kościół.

Co więcej, szef Episkopatu abp Stanisław Gądecki, a więc osoba, która z racji swej służbowej pozycji powinna być dobrze poinformowana o sprawie księdza Jarosława P. i jego procesie przed sądem biskupim, twierdzi, że… nie zna sprawy. Z jego wyjaśnień wynika, że słyszał o niej z mediów, ale nie ufa przekazom z „drugiej ręki”. Jednak sprawa nie jest nowa i hierarcha miał czas, aby sprawdzić, na ile te przekazy są wiarygodne. Jeśli tego nie zrobił, to znaczy, że nie chciał.

W 2012 roku ukazała się książka „La voluntad de no saber” (Wola niewiedzy) zawierając ponad 200 dokumentów, które wyciekły z Watykanu. Są one dowodem na to, że kuria rzymska znała pedofilskie, narkotykowe i korupcyjne wyczyny księdza Marciala Maciela Degollado – choć oficjalnie nic o nich nie wiedziała. Ta wola niewiedzy jest skazą całego Kościoła katolickiego, również polskiego, który swój proceder pedofilski najchętniej trzymałby pod dywanem, udając, że nic o nim nie wie.