Gdy przed tygodniem politycy PiS organizowali publiczność na wiec wsparcia dla abp. Jędraszewskiego po jego słowach o „tęczowej zarazie”, zastanawiałem się, czy nie pora przypomnieć sobie o klerofaszyzmie – ideologii, w której populistyczny autorytaryzm splatał się z fundamentalizmem religijnym.

Dziś ponownie stawiam to pytanie, ponieważ metropolitę krakowskiego publicznie wsparł prezes PiS, dorzucając kilka kolejnych fikcji do propagandowego fałszu z wystąpień arcybiskupa i jego kolegów.

Bezwstyd w ciągłym powtarzaniu nieprawdy o zagrożeniu ze strony osób LGBT i niebywała intensywność tej retoryki przypominają praktykę propagandową ustrojów totalitarnych – tymczasem dzieje się to wszystko w kraju formalnie demokratycznym, w którym jednak wartości liberalnej demokracji zostały już dawno podeptane.

Skojarzenia z totalitaryzmem budzi również język wystąpienia prezesa PiS. W propagandzie PRL przymiotnik dodany do rzeczownika zmieniał jego tradycyjne znaczenie – „demokracja socjalistyczna” była zaprzeczeniem demokracji. U Kaczyńskiego pojawia się „polska wolność”:

Polska musi być wyspą wolności, naszej wolności, polskiej wolności. A polska wolność to jest właśnie to prawo do tego, aby nasze świętości były szanowane, byśmy mogli żyć, tak jak chcemy.

Można się domyślić, że „polską wolnością” będą mogli cieszyć się ci, którzy pasują do wzorca preferowanego przez sojusz tronu z ołtarzem: heteroseksualnego katolika, konserwatysty i tradycjonalisty, posłusznego Kościołowi i wspierającego partię rządzącą. Właśnie takie osoby mogą czuć się swobodnie w klerofaszyzmie, bo nie zbliżają się do nakreślonych granic wolności.

Nie sądzę, by rządzący chcieli w Polsce wprowadzić ustrój klerofaszystowski, natomiast dostrzegam u nich – oraz u ich kościelnych sojuszników – chęć upowszechniania i utrwalania tego rodzaju ideologii. Kościół i partia z wielkim zaangażowaniem wskazują wrogów, piętnują ich i wzbudzają przed nimi lęk („Chcą się wedrzeć do naszych rodzin, szkół, przedszkoli, do naszego życia”, ostrzega Kaczyński)  – i jednocześnie stawiają się w roli jedynych sił, które mogą nasz kraj (społeczeństwo, rodzinę, kulturę, cywilizację itp.) przed tym zagrożeniem obronić. Pod ich opiekuńcze skrzydła spieszą więc wszyscy spragnieni „polskiej wolności” – z polityczną korzyścią dla tronu i ołtarza.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar