Kilka ostatnich sondaży przyniosło ciekawe wyniki:

⦿ Dla 53 procent ankietowanych Polaków ważnym zadaniem rządu powinno być rozdzielenie państwa i Kościoła.

⦿  Inny sondaż pokazuje, że 52 procent respondentów opowiada się za legalizacją aborcji do 12 tygodnia ciąży.

⦿ 56 procent uczestników kolejnego badania chce, aby w Polsce istniała instytucja związków partnerskich dla osób tej samej płci.

Te wyniki przedstawia Michał Szułdrzyński w swoim artykule na łamach „Rzeczpospolitej”. Uzupełnia je informacją o malejącej frekwencji na niedzielnych mszach i z tych wszystkich danych wyciąga wniosek, że nasze społeczeństwo szybko się laicyzuje. Chciałbym, żeby tak było, ale obawiam się, że ten wniosek jest zbyt śmiały.

Bastion katolicyzmu

Zacznijmy od frekwencji w kościołach. Owszem, maleje ona w Polsce, ale bardzo powoli i nadal jest wysoka.

Według ostatnich danych (a dotyczą one roku 2017), wynosi ona nieco ponad 38 procent. Pod tym względem w Europie wyprzedza nas tylko Malta. Można więc powiedzieć, że jesteśmy bastionem katolicyzmu na naszym kontynencie. Dla porównania, frekwencja w kościołach we Francji – kraju niegdyś bardzo katolickim, a dzisiaj laickim – spadła do około 5 procent. Polska, przy dotychczasowym tempie spadku tego wskaźnika, osiągnęłaby dzisiejszy poziom Francji dokładnie w roku 2100, czyli za 81 lat.

Frekwencja na niedzielnych mszach

W moim odczuciu, tak odległa perspektywa świeckiego państwa raczej nie świadczy o szybkim postępie laicyzacji w Polsce.

Ideologia i praktyka

Wskaźnik uczestnictwa w obrzędach religijnych jest oczywiście ważnym, ale nie jedynym narzędziem, którym możemy się posłużyć przy ocenie tempa i skali laicyzacji. Przyjrzyjmy się więc opiniom zebranym w sondażach.

Wynika z nich, że większość ankietowanych chciałaby wprowadzenia – a właściwie przywrócenia – prawa do przerywania ciąży – takiego prawa, które dzisiaj obowiązuje niemal we wszystkich państwach Europy oprócz Watykanu, Andory, Malty i Polski. Respondenci również przychylnie odnoszą się do idei związków partnerskich osób tej samej płci. To ważne informacje, bo pokazują zmiany w świadomości i kulturze naszego społeczeństwa. Ale czy rzeczywiście w sposób konieczny wskazują na jego laicyzację?

Przecież osoby, które wyrażają takie poglądy, nie komunikują jednocześnie, że chcą zerwać lub choćby osłabić swój związek z Kościołem. Owszem, są to poglądy sprzeczne z kościelną ideologią (zwaną eufemistycznie nauczaniem Kościoła), ale nie jest to sytuacja ani nowa, ani wyjątkowa w katolickiej praktyce. Większość polskich katolików nie ma nic przeciwko antykoncepcji, rozwodom czy współżyciu seksualnemu przed ślubem – a więc stawia się w kontrze do swojego Kościoła, który jednak nie odrzuca ich z tego powodu. Można więc sobie wyobrazić, że do istniejących obszarów niezgody między praktyką a ideologią katolicyzmu po prostu dojdzie jeszcze kilka kolejnych – a poza tym wszystko pozostanie po staremu.

kościół i Państwo

53 procent respondentów innego badania – a więc nieznaczna większość – chce, aby rząd podejmował działania na rzecz rozdzielenia państwa i Kościoła. Ale mniejszość, która tego nie chce, jest najwyraźniej lepiej zorganizowana politycznie, skoro najpopularniejszą partią w Polsce jest ugrupowanie, od którego na pewno nie można oczekiwać, że zrobi cokolwiek, aby ten postulat spełnić.

Może być też tak, że dla części osób – gdy przychodzi czas, aby oddać głos wyborach – kwestia świeckości państwa schodzi na dalszy plan. Tymczasem dla społeczeństwa, które rzeczywiście się laicyzuje rozdział państwa i Kościoła jest fundamentalnym wymogiem politycznym. Wprawdzie decyzje w tej sprawie mogą podjąć politycy, ale tylko społeczeństwo, tylko my możemy ich do tego nakłonić.
Skoro tego nie robimy, to znaczy, że daleko nam jeszcze do świadomości laickiej, która kazałaby nam myśleć o uniezależnieniu naszego państwa od instytucji religijnej. Można to ująć inaczej: liczba obywateli, dla których sprawa świeckości państwa jest na tyle istotna, że ją uwzględniają przy urnie wyborczej nie jest wystarczająco duża, aby politycy traktowali tę sprawę poważnie. Są wyjątki, ale nieliczne.

A potrzebny byłby naprawdę szeroki front polityczny, który miałby większość w sejmie, w zasadzie nawet większość kwalifikowaną – bo do wypowiedzenia konkordatu, czyli usunięcia szlabanu na drodze ku świeckości państwa, potrzebna jest zmiana konstytucji, w której obecnie zapisana jest umowa ze Stolicą Apostolską.

Jak widać, naprawdę grubym łańcuchem przykuliśmy nasze państwo do Kościoła i niełatwo nam będzie ten łańcuch rozerwać. Dlatego nieśpieszna polska laicyzacja powinna nabrać tempa. Każdy z nas może w tym pomóc, po prostu zajmując się tą sprawą, rozmawiając o niej, wprowadzając ten temat w obieg w swoim środowisku. Po to, abyśmy nie musieli czekać do roku 2100.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar