Polityka i religia


MAŁPY
Adam Zagajewski
Pewnego dnia po władzę sięgnęły małpy.
Nasunęły złote sygnety na palce,
nałożyły białe, nakrochmalone koszule,
zaciągnęły się wonnymi hawańskimi cygarami,
stopy zaś uwięziły w czarnych lakierkach.
Nie zauważyliśmy tego, gdyż pochłaniały nas
inne zajęcia: ktoś czytał
Arystotelesa,
ktoś inny przeżywał właśnie wielką miłość.
Przemówienia władców stały się nieco chaotyczne
a nawet bełkotliwe, ale przecież nigdy nie
słuchaliśmy ich uważnie, woleliśmy muzykę.
Wojny stały się jeszcze dziksze, więzienia
cuchnęły bardziej niż dawniej.
Wydaje się, że po władzę sięgnęły małpy.

        Witam po długiej przerwie. Ostatnią notkę napisałem ponad rok temu, ale ku mojemu miłemu zaskoczeniu, blog wciąż żyje, i to dość intensywnie. Okazało się, że Czytelnicy, niezrażeni absencją gospodarza, przejęli moje obowiązki i przekształcili „Dziennik ateisty” w forum dyskusyjne. Bardzo im za to dziękuję – zarówno tym, którzy podzielają moje poglądy, jak i tym, którzy się z nimi nie zgadzają. Kiedy przed czterema laty pisałem pierwszą blogową notkę, zależało mi nie tyle na zdobyciu zwolenników, co na wywołaniu ruchu myśli wokół pewnych idei, które w naszym społeczeństwie mają status oczywistych i niekwestionowanych. I to się udało – dyskusja trwa, nawet bez mojego udziału.

        Cieszy mnie również to, że podobnych miejsc wymiany poglądów jest coraz więcej. Kilka lat temu z trudem udawało mi się odnaleźć w polskim Internecie blogi podobne do mojego, czyli otwarcie ateistyczne – dzisiaj trafiam na nie znacznie częściej, co wynika z rozwoju całej blogosfery, ale również świadczy o rosnącej aktywności osób niereligijnych. Choć z drugiej strony podejrzewam, że ta aktywność w dużej mierze jest reakcją na coraz bardziej duszną atmosferę w naszym kraju, na ciągłe próby ograniczania wolności obywateli, na powrót myślenia w „jedynie słusznych” kategoriach, myślenia tak dobrze znanego wszystkim, którzy pamiętają czasy PRL. Na szczęście władza autorytarna jeszcze nie wróciła, ale to wcale nie znaczy, że nie należy przed nią ostrzegać. Bo przecież demokratycznie wybrani politycy, którzy rządzą dziś Polską, metodycznie i konsekwentnie wyjmują kolejne cegiełki z gmachu naszej wolności. To naprawdę groźna metoda, bo pojedyncza cegiełka jest niewielka i łatwo przyzwyczajamy się do jej braku. Ale pewnego dnia może się okazać, że nasza wolność niepostrzeżenie zniknęła. Niestety, wtedy już będzie za późno.

        Ale co to wszystko ma wspólnego z wiara lub niewiarą w bogów, czyli tematami, którym poświęcony jest mój blog? Otóż bardzo wiele. Kilka miesięcy temu prezydent Polski oświadczył, że chrześcijański czy katolicki system wartości jest jedynym powszechnie przyjętym systemem wartości w naszym kraju i nie ma on alternatywy. Wcześniej w tym duchu wypowiadał się premier, bliźniaczą deklarację można znaleźć w dokumencie programowym głównej partii rządzącej, a w szerszych kręgach władzy podobne poglądy wyrażane są tak często, że nie zwracamy już na nie uwagi. Na przykład dziennikarze i publicyści krytycznie komentujący niedawne zmiany w spisie szkolnych lektur raczej nie dostrzegli niczego niestosownego w tym, że ministerstwo edukacji zaleca szkołom książki, które kształtują postawy patriotyczne i przywiązanie do wartości chrześcijańskich, są nacechowane głębokim humanizmem i wartościami chrześcijańskimi, mają znaczenie dla rozwoju myśli i tradycji europejskiej i chrześcijańskiej (Ciekawe, że w każdej z tych fraz chrześcijaństwo pojawia się jako zwieńczenie ciągu określeń, które z religią nie mają nic wspólnego. Ale na tym polega sztuka ideologizacji języka – społeczeństwo regularnie karmione taką mową będzie wierzyło, że bez chrześcijaństwa nie sposób być patriotą ani humanistą, ani nie można poważnie zainteresować się myślą europejską). Zobacz więcej