Wolność słowa w Polsce, czyli nie wszystkim po równo


Nie zgadzam się z Twoimi poglądami, ale po kres moich dni będę bronił Twego prawa do ich głoszenia
Wolter

        Jeden z prominentnych polskich polityków powiedział niedawno, że w naszym kraju nie ma wolnej prasy, bo dziennikarze są zniewoleni przez właścicieli mediów lub ich mocodawców politycznych. Jeśli istotnie stosunki między dziennikarzami a właścicielami oparte są na zniewoleniu, to polityk ów zapomniał o co najmniej jednym medium, które według jego kryteriów jest wolne – o tygodniku „Nie”. Tak się bowiem składa, że właścicielem, mocodawcą i redaktorem naczelnym „Nie” jest jedna osoba: Jerzy Urban, który również udziela się jako dziennikarz na łamach swego czasopisma.

        Okazuje się jednak, że wolne medium zagraża porządkowi prawnemu – kilka dni temu sąd w rozprawie apelacyjnej prawomocnie uznał Jerzego Urbana za przestępcę. Jego myślozbrodnia polegała na napisaniu i opublikowaniu artykułu, w którym brzydko wyrażał się o Janie Pawle II. Na nic zdały się protesty międzynarodowej organizacji Reporterzy Bez Granic oraz Międzynarodowego Instytutu Prasy, skupiającego głównych wydawców i wybitnych publicystów ze 120 krajów, którzy argumentowali, że tego typu spraw nie powinno ścigać się z oskarżenia publicznego, lecz należy rozstrzygać je w procesach cywilnych. Sam zwierzchnik Kościoła nie tylko nie wytoczył sprawy cywilnej – do czego miał pełne prawo jako polski obywatel – ale w żaden sposób nie zasygnalizował, że czuje się obrażony.

        Jerzy Urban napisał swój artykuł kilka lat temu i kiedy wówczas czytałem ten tekst, przewidywałem, że może on rozpalić namiętności wielu katolików, bo wiadomo, że jest to społeczność gotowa do heroicznej obrony uczuć i wartości, pod jednym wszakże warunkiem – że są to ich własne uczucia i wartości. Byłem więc przekonany, że fanatyczni wielbiciele ówczesnego papieża nie nadstawią drugiego policzka i nie puszczą płazem tej zniewagi. Ciekawiło mnie tylko, jaki zarzut prokuratura postawi Urbanowi, bo polskie prawo chroni uczucia religijne w przypadku, kiedy publicznie znieważany jest przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych. Polskie sądy skłonne są do bardzo szerokiej interpretacji tego przepisu, ale chyba nie do tego stopnia, by uznać papieża za przedmiot czci religijnej. Na szczęście w kodeksie karnym odkryto zapomniany i nieużywany paragraf, pod który można podciągnąć wybryk Urbana – przepis, który zabrania znieważania głowy obcego państwa. Zobacz więcej