Nie można zostać homoseksualistą. Nie nabywamy homoseksualizmu w procesie socjalizacji, nikt nie staje się homoseksualistą, dlatego że został uwiedziony. To nie choroba, nie można się zarazić. Homoseksualizm jest wrodzony i nie do zmiany. […] Kilkanaście lat temu była już informacja o tym, że można w toku terapii zmienić orientację seksualną. Potem po kilku latach zbadano ponownie rzekomo wyleczonych: część z nich wróciła do praktyk homoseksualnych, a część znalazła się pod opieką psychiatrów, wielu z nich popełniło samobójstwo…
Wiesław Czernikiewicz, seksuolog
więcej >>

        Dziś ponownie o homoseksualizmie – mam nadzieję, że zechcą mi wybaczyć czytelnicy, których ta kwestia nie interesuje, ale z drugiej strony komentarze pod moimi notkami pokazują, że dla wielu moich gości jest to temat ważny. Tekst jest skróconą wersją artykułu, który w całości ukazał się w portalu „Racjonalista”.

***

        Przebieg wydarzeń związanych z (udaremnionym) Marszem Równości, który miał odbyć się 19 listopada 2005 roku w Poznaniu z okazji Międzynarodowego Dnia Tolerancji UNESCO, pokazuje, że w Polsce łamie się zarówno prawa człowieka, jak i zasady demokracji. To pierwsze słowa protestu obywatelskiego w sprawie poznańskich wydarzeń. Wśród około trzech tysięcy podpisów pod protestem znalazł się również mój podpis, a w minioną niedzielę przyszedłem na wiec poparcia dla poznańskiego Marszu Równości.

         Sobotnie i niedzielne wiece w około dziesięciu miastach to ciepły promyk nadziei – okazuje się, że jest w naszym kraju sporo osób, które nie godzą się na traktowanie demokracji jako dyktatury większości, odbierającej podstawowe prawa obywatelskie pewnym grupom, przede wszystkim homoseksualistom. Cennym i ważnym sygnałem jest również stanowisko „Solidarności” Stoczni Gdańskiej – w swym oświadczeniu związkowcy podkreślili, że szanują postulaty walki o demokrację i wolność zgromadzeń. Szanują też postulaty organizatorów wiecu „Reanimacja Demokracji. Marsz Równości idzie dalej”.

        Niestety, sygnałów negatywnych jest znacznie więcej. Znamienne jest, że płyną one przede wszystkim ze środowisk religijnych, katolickich, odwołujących się do wartości chrześcijańskich. Pod oświadczeniem krytykującym wiec w Rzeszowie podpisały się m.in. Akcja Katolicka, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, Stowarzyszenie Rodzin Katolickich, Młodzież Wszechpolska. Religijne tło sprzeciwu wobec poznańskiego Marszu Równości ciekawie pokazuje Katolicka Agencja Informacyjna – z depeszy KAI wynika, że miejskie władze prawdopodobnie ugięły się pod naciskiem kościelnych hierarchów.

        Ten religijny sprzeciw ma dwa aspekty, ogólny i szczegółowy. Aspekt ogólny to niezgoda na publiczne demonstrowanie poglądów, z którymi się nie zgadzamy. Aspekt szczegółowy, to homofobia, czyli uprzedzenie wobec homoseksualizmu i homoseksualistów. Z licznych wypowiedzi przeciwników ostatnich marszów i wieców wynika, że w ich świadomości te dwa aspekty zwykle łączą się w nierozerwalną całość. Do wyjątków należy redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”, ksiądz Tadeusz Boniecki. W telewizyjnym programie „Prosto w oczy” (TVP1, 23.11.2005), pytany o marsz w Poznaniu i interwencję policji, powiedział: w demokratycznym społeczeństwie ludzie mają prawo manifestować swoje przekonania. I to, co się stało, jest i straszne i absurdalne. Ten pogląd jest zdecydowanie opozycyjny wobec większości publicznych wypowiedzi katolickich duchownych i katolików świeckich, ale warto odnotować fakt, że w ogóle istnieją księża, którzy bronią prawa homoseksualistów do publicznych demonstracji, prawa przysługującego na mocy konstytucji wszystkim obywatelom. Tak więc ksiądz Boniecki nie podziela katolickiego sprzeciwu w aspekcie ogólnym, jednak w dalszej części swej wypowiedzi – kiedy zastanawia się nad sensem manifestacji homoseksualistów – formułuje wątpliwości, w których pobrzmiewa echo tradycyjnych katolickich uprzedzeń: …osobiście nie rozumiem dlaczego oni muszą to robić… Jest to dla mnie rzecz, sama w sobie, obca i daleka.

        A przecież dla nieuprzedzonej osoby sprawa nie jest trudna do zrozumienia. Homoseksualiści po prostu nie chcą mieć statusu obywateli drugiej kategorii, który to status nadaje im większość polskiego społeczeństwa. Ta większość gotowa jest przyznać gejom i lesbijkom co najwyżej prawo do istnienia, ale i tak nie bez zastrzeżeń – muszą bowiem spełnić pewien warunek, mianowicie nie mogą w żaden sposób swego istnienia ujawniać.

        Homoseksualiści chcieliby mieć również prawo do zawarcia formalnego związku, równoważnego z małżeństwem. Nikogo nie dziwi, że kobieta i mężczyzna, którzy się kochają, chcą się pobrać. Dokładnie tak samo jest w przypadku gejów i lesbijek – małżeństwo nie tylko reguluje ważne kwestie prawne, ale również ma duże znaczenie kulturowe i wielu homoseksualistów po prostu byłoby szczęśliwych, gdyby mogło zawrzeć taki związek. Na przeszkodzie w realizacji tych marzeń stoi jednak twarde stanowisko większości polskiego społeczeństwa, wychowanego w katolickiej tradycji. Kiedy powstał projekt ustawy o legalizacji związkach partnerskich, jedno ze stowarzyszeń chrześcijańskich zorganizowało akcję, w wyniku której kancelarię Sejmu zalała fala dwustu tysięcy listów z protestami przeciwko tej ustawie.

        Jak widać, religijna wspólnota potrafi znaleźć w sobie siłę i energię do działań zakrojonych na szeroką skalę, jeśli może w ten sposób zaszkodzić swym bliźnim. Trudniej zmobilizować ją do równie spektakularnych poczynań w celu realizacji jakiegoś dobra, albo przynajmniej wyrażenia sprzeciwu wobec zła. Katoliccy młodzieńcy, rzucając jajkami w uczestników poznańskiego Marszu Równości, głośno deklarowali wierność pewnym ideom – krzyczeli: „Katolicka Polska”, ale także: „Pedały do gazu”, „Zrobimy z wami to, co Hitler zrobił z Żydami”. Jednak wspólnota polskich katolików nie wydaje się poruszona zachowaniem jej młodych przedstawicieli; nie słychać żadnych protestów w licznych katolickich mediach, milczą również hierarchowie Kościoła.

        O religijnym podłożu niechęci wobec odmienności seksualnej szerzej pisałem w notce „Homofobia katolicyzmu”. Zwróciłem uwagę, że „nauczanie” Kościoła w sprawie homoseksualizmu jest homofobiczne i daje podstawę do dyskryminacji gejów i lesbijek. W kościelnych dokumentach ataki na homoseksualizm przeplatane są stałą figurą retoryczną: zapewnieniem o szacunku dla homoseksualistów. Trudno jednak wywnioskować, jakie rzeczywiste zobowiązania wynikają z tej deklaracji, zwłaszcza gdy katolicy przechodzą od słów do czynów – chyba tylko takie, by w homoseksualistów rzucać raczej jajkami niż kamieniami. A poza tym można ich lżyć i poniżać, nazywać dewiantami i zboczeńcami, odmawiać im prawa do jawności w sferze publicznej, prawa do legalnych związków. Takie właśnie, gorzkie owoce rodzi doktryna, której głównym hasłem (ale tylko hasłem) jest miłość bliźniego.

        Stosunek do homoseksualizmu to swoisty papierek lakmusowy, który pokazuje głęboki anachronizm religii rozumianej jako idea społeczna, wykraczająca ponad prywatne, osobiste doświadczenie. Społeczna religijność jest totalna – swymi wewnętrznymi normami i wartościami próbuje objąć wszystkich ludzi, nie tylko członków własnej wspólnoty. Tymczasem nowoczesne, pluralistyczne społeczeństwo stara się zapewnić różnym grupom społecznym możliwości bezkonfliktowej realizacji różnych wartości. W praktyce oznacza to na przykład, że nikt nie będzie zmuszał Kościoła katolickiego do udzielania ślubów homoseksualistom, ale jednocześnie oczekuje się, że Kościół nie będzie próbował narzucić swojej koncepcji małżeństwa tym osobom, które do Kościoła nie należą. Ale taka wizja ładu społecznego jest dla Kościoła nie do przyjęcia, bo pozbawia zorganizowaną religię jej wyjątkowej, uprzywilejowanej pozycji.

         W pluralistycznym społeczeństwie religia ujawnia się więc jako siła konfliktująca, niszcząca więzi społeczne, dzieląca ludzi na lepszych i gorszych, na bardziej uprawnionych i mniej uprawnionych, na tych, którzy decydują i tych, którzy muszą się podporządkować. Jeśli więc zauważamy, że w Polsce łamie się zarówno prawa człowieka, jak i zasady demokracji, to pamiętajmy, jakie jest podłoże tych tendencji. Obecna sytuacja w naszym kraju nie napawa optymizmem, ale na świecie postępuje proces redukowania społecznej roli religii, a Polska, nawet odwrócona plecami do świata, nie jest izolowaną wyspą. W dużej mierze od nas samych, od naszej aktywności zależy, czy Polska stanie się domem dla wszystkich jej obywateli, czy jedynie dla wybranych.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar