Pisarz, prałat, wolność słowa


        Dostałem ostatnio kilka e-maili, których autorzy pytają mnie, co myślę o sądowym sporze między księdzem Henrykiem Jankowskim a pisarzem Pawłem Huelle. Sprawa nie jest jeszcze zakończona – pisarz będzie wnosił apelację – ale niezależnie od jej finału mogę powiedzieć, że w mojej ocenie ksiądz miał podstawy, aby uznać że jego dobra osobiste zostały naruszone.

        Od razu zaznaczę, że rozumiem racje Pawła Huelle, co więcej – podzielam te racje, przynajmniej w najogólniejszym zarysie; podobnie jak pisarz, dostrzegam zło w wypowiedziach i działaniach gdańskiego prałata. Zgadzam się, że powinno się te działania poddawać publicznej krytyce, nawet bardzo ostrej. Ale jednocześnie staram się nie tracić z pola widzenia pewnej granicy, nie zawsze wyraźnie zarysowanej, między krytyką poglądów a pomówieniem lub insynuacją. W moim odczuciu pisarz tę granicę przekroczył, co prawda tylko raz, w jednym zdaniu, ale to i tak o jeden raz za dużo. Chodzi mi o ten fragment felietonu „Rozumieć diabła” („Rz”, 22.05.2004), kiedy Huelle pisze o Jankowskim, iż …polskość wymieniłby w każdej chwili na dowolny paszport – volksdeutscha, Irakijczyjka czy Rosjanina – gdyby szły za tym piękne szaty, nowe limuzyny, tytuły i ordery… Skąd ta wiedza, skąd ta pewność? Nawet ogólnie znane zamiłowanie prałata do zbytku i przepychu to stanowczo za mało, aby czynić takie supozycje. Niestety, Huelle odszedł w tym zdaniu od faktów i ocen, przypisując księdzu niezbyt chwalebne motywy czy intencje, których jednak nie sposób zweryfikować. Zobacz więcej