Poprzednia notka, w której pisałem o złu religii, wywołała żywy sprzeciw moich chrześcijańskich gości. W ich wypowiedziach powtarza się pewna myśl, którą najzwięźlej ujmuje ten oto komentarz: Doktryna religijna wpływa dobrze na ludzi, to ludzie sami maja tendencje, aby potem te treści doktrynalne przekrzywiać.

        Sens tej myśli jest zapewne taki, że istnieje zbiór idei religijnych, które inspirują do czynów dobrych, jeśli są właściwie rozumiane i trafnie interpretowane.

        Problem w tym, że we wspólnocie chrześcijan – a nawet w łonie samego katolicyzmu – nie ma zgody co do tego, jakie interpretacje ewangelicznych norm moralnych należy uznać za właściwe. Głębokie podziały pojawiają się nawet w kwestiach najbardziej fundamentalnych, takich jak wartość ludzkiego życia, czego ilustracją jest nieustający wewnątrzkatolicki spór wokół kary śmierci.

         Niedawno Episkopat Stanów Zjednoczonych po raz kolejny sprzeciwił się karze śmierci i stanowisko w tej sprawie przekazał amerykańskiemu Kongresowi. Kardynał Theodore McCarrick powiedział: W oparciu o nauczanie Kościoła katolickiego opowiadamy się przeciwko obejmowaniu karą śmierci nawet terrorystów. […] Jako duszpasterze jesteśmy przekonani, że stosowanie kary śmierci w jakichkolwiek okolicznościach pomniejsza nas jako istoty ludzkie. Nie możemy nauczać, że zabójstwo jest złem sami zabijając innych ludzi (Katolicka Agencja Informacyjna, 31.10.2004).

        Jednak większość amerykańskich katolików zdecydowanie nie podziela stanowiska swoich hierarchów – według ubiegłorocznego sondażu Pew Research Center, 69 procent wyznawców katolicyzmu w USA popiera karę śmierci.

        W Polsce również zwolennicy tej kary stanowią znaczącą większość. Sondaż CEBOSu (5-8. III.2004) wykazał, że 77 procent Polaków to zwolennicy kary śmierci, podczas gdy przeciwny pogląd wyraża tylko 19 procent (pozostali nie mają zdania). Nawet wśród głęboko religijnych katolików, praktykujących kilka razy w tygodniu, 48 procent popiera karę śmierci, a nie akceptuje jej 39 procent.

         Chrześcijańskie uzasadnienie kary śmierci można znaleźć między innymi w artykule „Życie nie ma ceny” (tytuł nieco mylący), autorstwa znanego katolickiego eseisty i publicysty, Pawła Lisickiego („Rzeczpospolita”, 12.07.97):

        Przekonanie o absolutnej wartości życia jednostki prowadziłoby nas do odrzucenia porządku społecznego. […] Nie sądzę zatem, aby takie przekonanie mogło być przyjęte przez Kościół katolicki. Spójność, jaką zyskujemy, jest wówczas rzeczywista, zamienia jednak katolików w grupę sekciarzy. Broniąc cywilizacji życia, podważaliby cywilizację w ogóle, walcząc o godność życia, głosiliby bezkarność zbrodni. […]

        Konieczna jest niepodważalna zasada, obiektywna i skuteczna, która jest wyrazem przekonania, że w tym świecie, jakkolwiek by nie był zmienny i skażony, dobru, jakim jest życie, przysługuje obrona bezwzględna. Jedynym dobrem moralnym, które ma równą wartość z życiem ludzkim, jest inne życie ludzkie. Dlatego obrona godności człowieka oznacza, iż społeczeństwo gotowe jest odebrać życie temu, kto łamie prawo bliźnich do życia.

        Katolickich zwolenników kary śmierci nie zraża fakt, że norma moralna „nie zabijaj” (która, ich zdaniem, ma boskie pochodzenie) sformułowana jest w sposób absolutny, a więc nie mówi: nie zabijaj, ale…, czy też: nie zabijaj, z wyjątkiem… Wierzą oni, że ich rozumienie jednej z głównych zasad moralnych chrześcijaństwa jest właściwe – lecz o trafności własnej interpretacji tej normy są również przekonani ich współwyznawcy, którzy głoszą przeciwny pogląd, odrzucając karę śmierci.

        Spójrzmy jeszcze, co na ten temat mówi Katechizm Kościoła Katolickiego: Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem. […] dzisiaj, biorąc pod uwagę możliwości, jakimi dysponuje państwo, aby skutecznie ukarać zbrodnię i unieszkodliwić tego, kto ją popełnił, nie odbierając mu ostatecznie możliwości skruchy, przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy „są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale” (p. 2267).

        Ostatni fragment, ujęty w cudzysłów, to cytat z wypowiedzi Jana Pawła II. Trudno doszukać się w tych słowach niezbitej pewności, przebija z nich raczej wahanie człowieka, który powstrzymuje się od definitywnego rozstrzygnięcia trudnej kwestii. Popularny polityk Zbigniew Ziobro, przedstawiciel partii opowiadającej się za karą śmierci, przed kamerami telewizji tak oto zinterpretował słowa papieża: Być może – czyli [takie przypadki] są bardzo rzadkie, stwierdza Ojciec Święty, nie twierdzi, że ich w ogóle nie ma. Czyli wskazuje kierunek dążeń, a nie stwierdza, że jest to niedozwolone (TVP1, „Prosto w oczy”, 19.11.2004).

         Przyjrzyjmy się ponownie cytatowi z Katechizmu, bo argumentacja Kościoła jest bardzo ciekawa. Otóż Kościół katolicki ewentualną rezygnację ze stosowania kary śmierci akceptuje ze względu na dzisiejsze możliwości, jakimi dysponuje państwo. Należy więc rozumieć, że gdyby państwo nie miało stosownych możliwości, kara śmierci byłaby dopuszczalna, co zresztą wyraźnie sugeruje pierwsza część cytowanego fragmentu. A więc stanowisko katolików wobec kary śmierci jest funkcją co najmniej dwóch zmiennych: boskich (w mniemaniu chrześcijan) norm moralnych i ziemskich możliwości współczesnego państwa, przy czym ta druga zmienna najwyraźniej ma decydujące znaczenie.

        Nie chcę w tej chwili rozważać racji na rzecz kary śmierci lub przeciwko tej karze. Na pewno warto się nad tym zastanowić, ale dyskusję na ten temat możemy sobie zostawić na inną okazję. Chcę natomiast pokazać, że różne grupy osób należących do tej samej wspólnoty religijnej w sposób całkowicie przeciwstawny interpretują normy swej religii, przy czym każda ze stron tego sporu jest przekonana, że to ona ma rację. Okazuje się więc, że ani Pismo Święte, ani słowa i czyny Jezusa, ani nauczanie Kościoła katolickiego nie dają chrześcijanom jednoznacznych wskazówek, które pozwoliłyby im osiągnąć jednomyślność w jednej z najistotniejszych kwestii, jaką jest stosunek do ludzkiego życia.

        Czy zatem chrześcijańska moralność jest solidnym fundamentem, na którym należy budować ład społeczny? Wierzy w to między innymi Jan Paweł II, ale brak jedności katolików w sprawie odbierania ludziom życia nie potwierdza optymizmu papieża. Okazuje się, że w tej kwestii katolicy – nie wyłączając głowy Kościoła – nie potrafią sformułować pewnych, wyraźnych i niedwuznacznych dyrektyw postępowania, choć odwołują się do norm uznawanych przez siebie za obiektywne, niezmienne i powszechnie obowiązujące. Ktoś, kto z zewnątrz obserwuje wspólnotę katolików nie może zatem oc
enić, jakiego rodzaju wartością jest dla nich ludzkie życie – absolutną czy relatywną.

        Dwa rozwiązania prawne będące przedmiotem sporu (kara śmierci – brak kary śmierci) wzajemnie się wykluczają, a zatem mamy pewność, że jeśli jedno z nich jest dobre, to drugie jest złe, nawet jeśli nie wiemy, które. A to oznacza, że jedna ze stron tego sporu wyznaje poglądy naganne etycznie, choć wierzy, że jej stanowisko jest słuszne. Która to strona? Moralność chrześcijan tego nie rozstrzyga – ale nie na tym polega jej zasadnicza słabość. Niepewność, wahania i wątpliwości w sytuacji wyboru moralnego nie muszą być bowiem oznaką słabości; mogą być sygnałem, że jest to trudny wybór. Tymczasem chrześcijaństwo, mimo faktycznych trudności w formułowaniu dyrektyw etycznych, samo sobie nadaje wyjątkowy i uprzywilejowany status moralny – i jest to głęboka skaza tej religii. Chrześcijaństwo przekonuje bowiem swych wyznawców (oraz próbuje przekonać niewierzących i innowierców), że tylko dzięki wierze w Chrystusa posiądą moralną zdolność odróżniania dobra od zła. Ale jeśli postronny obserwator, zwabiony taką obietnicą, wejdzie między chrześcijan z nadzieją, że dowie się od nich, czy karanie śmiercią jest dobrem czy złem – odejdzie z kwitkiem. Katolicki spór wokół kary śmierci pokazuje, że w dziedzinie moralności – jak w każdej innej – religia ma do zaoferowania wyłącznie złudzenia; chrześcijanie wierzą, że kroczą po twardej skale, choć tak naprawdę mają pod stopami grząski piasek.

        …ostatecznej odpowiedzi na każde pytanie człowieka, zwłaszcza na jego pytania religijne i moralne, udziela jedynie Jezus Chrystus – pisze Jan Paweł II w encyklice „Veritatis Splendor”. Papieskie „być może”, cytowane w Katechizmie, zdaje się świadczyć o tym, że odpowiedzią na jego pytanie o karę śmierci było głębokie milczenie.

***

        Poszerzyłem mój blog o dział „ATEIZM – FAQ”, w którym zamieściłem odpowiedzi na często powtarzające się pytania. Napisałem je na podstawie moich notek i komentarzy. Zapraszam do lektury.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar