W poprzedniej notce zaproponowałem wymianę bannerów, również takich, które reklamują strony religijne. Ta oferta na razie nie spotkała się z żadnym odzewem (jeśli nie liczyć linku wymienionego z Liberatorem, za co bardzo dziękuję), natomiast wywołała liczne i żywe komentarze moich gości. I tym razem nie zawiodłem się na eliaszu, którego wypowiedzi zawsze stanowią dla mnie cenną inspirację.

ELIASZ: Co za bzdury! Zacytowane przez Ciebie słowa Jezusa nie są żadnym „postulatem otwartości” ani nie obligują chrześcijan do reklamowania stron ateistów. To jest po prostu wezwanie do prawdziwej miłości bliźniego – takiej, która nie kieruje się względami wzajemności.
ATEISTA: O właśnie, świetnie to ująłeś! Dokładnie o tym myślałem, choć użyłem ostrożniejszych sformułowań, bo nie śmiałbym nikomu sugerować, aby zechciał mnie pokochać. Skoro jednak sam tak rozumiesz zacytowane przeze mnie słowa – tym lepiej.

Oznacza to na przykład, że mamy kochać ateistów, nawet takich, którzy nas szykanują (jak Ty), ale w żadnym wypadku nie oznacza to, że mamy kochać czy propagować sam ateizm. Przeciwnie, jak powiada św. Paweł: „Nie dajcie się uwieść różnym i obcym naukom, dobrze bowiem jest wzmacniać serce łaską, a nie pokarmami, które nie przynoszą korzyści tym, co się o nie ubiegają” (Hbr 13,9).
Gdy proponowałem wymianę bannerów, nawet przez myśl mi nie przeszło, że ktoś może potraktować to jako zachętę do kochania czy propagowania ateizmu. Przecież zadeklarowałem, że chętnie umieszczę reklamy witryn religijnych na mojej stronie, nawet bez wzajemności. Czy sądzisz, że robię to dlatego, bo z dnia na dzień zapałałem gorącym uczuciem do religii i uznałem, że powinienem zacząć ją propagować?
Przedstawiłem tę propozycję, ponieważ chcę, aby moja strona była odwiedzana i nie jest to chyba jakieś zdrożne pragnienie. Zależy mi na tym, żeby zaglądały tu osoby wierzące, ponieważ z ateistami mam wiele innych okazji do rozmowy. Chętnie przy tym zamieszczę reklamy stron religijnych, bo w ten sposób moi goście będą mogli zapoznać się z szerszym spektrum poglądów. Jednocześnie uważam, że nie mam powodów, aby obawiać się konfrontacji mojej wizji świata z przekonaniami osób wierzących. Ty zaś stoisz na stanowisku, że chrześcijanie powinni unikać takich konfrontacji. Czyżby ich wiara była tak słaba, że dadzą mi się „uwieść” po przeczytaniu kilku moich notek?

Chrześcijański „postulat” miłości dotyczy osób, a nie ich błędnych poglądów.
Nie wiem, czy naprawdę nie rozumiesz tego nauczania, czy celowo przekręcasz jego znaczenie dla osiągnięcia jakichś swoich doraźnych celów. Faktem jest jednak, że podobnie jak diabeł podczas kuszenia Jezusa na pustyni, cytujesz Pismo, by nakłaniać do rzeczy złych i niezgodnych z jego prawdziwym przesłaniem.

W tym miejscu mam prośbę nie tylko do Ciebie, ale również do wszystkich chrześcijan, którzy przeczytali tę notkę: opowiedzcie mi o tym, jak zamieniacie w czyn ewangeliczne przesłanie. Bardzo proszę, napiszcie, jak na co dzień kochacie ateistów, co dla nich robicie, jak w praktyce realizuje się Wasza miłość bliźniego. Czekam na Wasze odpowiedzi.

***

W lewej kolumnie, pod sondą, umieściłem odsyłacze do kilku blogów prowadzonych przez osoby wierzące. Są tam kaczuchowo i eliasz, obaj aktywnie uczestniczący w dyskusjach na moim blogu; jest kapelan, czyli ksiądz Tomasz, który nie chce ze mną rozmawiać, ale nie tracę nadziei, że zmieni zdanie; jest też blogoslawiony, który kiedyś częściej tu bywał i niedawno znów do mnie zajrzał.
Zachęcam wszystkich moich gości do czytania tych blogów – intelektualny płodozmian na pewno nie zaszkodzi zdrowym umysłom.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar