Chrześcijanin z ludzką twarzą

Oto kolejne plony mojej przygody na blogu księdza Tomasza. Sam gospodarz bloga, z właściwą chrześcijaninowi wrażliwością na drugiego człowieka, odrzucił moją propozycję rozmowy, dzielnie opierając się moim prośbom, zaklęciom i próbom moralnego szantażu. Udało mi się natomiast wywołać reakcję kilku bywalców Tomaszowego bloga, co podtrzymało we mnie słabnącą wiarę w ludzkie cechy chrześcijan. Zamieszczam notkę jednego z nich, o barwnym nicku kaczuchowo, poprzedzielaną moimi odpowiedziami.

Chciałbym podjąć dyskusję, ale nie wiem, czy ma sens ona.
Dyskusja tylko wtedy nie ma sensu, gdy dyskutanci zgadzają się ze sobą.

Bo o czym to niby ma być dyskusja, Bruno? Pragniesz „wyzwolić” rozmówców z kajdan religii, tak?
Tak, uważam, że świat byłby lepszy bez religijnych wierzeń, dogmatów, przesądów, bez religijnego przymusu, bez religijnej przemocy. Zobacz więcej

Religia albo prawda

Ostatnio zaangażowałem się w dyskusję na blogu księdza Tomasza, ale uznałem, że nie powinienem zaniedbywać własnego dziennika, dlatego dwa wątki tej rozmowy przeniosłem do siebie.

W jednej z notek napisałem, że: „2000 lat chrześcijaństwa […] tworzy wizerunek religii jako siły złowieszczej i groźnej – niszczącej umysły, demoralizującej serca.”

Na tę opinię zareagował eliasz, pisząc w ten sposób:

Obie podjęte w XX wieku próby zbudowania „lepszego świata” w oparciu o ideologie programowo zwalczające chrześcijaństwo – ateistyczny komunizm i neopogański faszyzm – doprowadziły do fali zbrodni, których ogrom i okrucieństwo przerosły wszystko, co znała wcześniejsza historia ludzkości, włączając w to najczarniejsze karty w dziejach Kościoła. Ta kolosalna różnica pomiędzy skalą zła, będącego wynikiem odstępstw chrześcijan wobec wyznawanych przez nich zasad a fatalnymi skutkami odrzucenia przez całe społeczności samego fundamentu Ewangelii jako podstawy swojej kultury wskazuje jasno, że prawdziwą „złowieszczą siłą” w historii ludzkości jest nie – jak twierdzisz (i jak uważał np. również Himmler i Stalin) – chrześcijaństwo – ale dokładnie przeciwnie, to „coś” co pragnie je zniszczyć i wykorzenić, często pod przykrywką „krytyki religii”, by już bez przeszkód ze strony Dekalogu „niszczyć umysły i demoralizować serca”.
Zwłaszcza w dzisiejszej kulturze, tak bardzo nasyconej hedonizmem, chorą zmysłowością i przemocą, odrzuceniem w imię fałszywej wolności wszelkich wypływających z miłości do bliźniego norm postępowania, bardzo wyraźnie widoczny jest fakt, że Kościół – pomimo wszelkich swoich słabości i grzechów – pozostaje znakiem sprzeciwu i „kością w gardle” dla stojącego za tym wszystkim i nienawidzącego człowieka „ducha tego świata”.

Oto moja odpowiedź.
Język kościelnej propagandy, którym napisałeś swoją notkę każe się domyślać, że jesteś jedną z licznych ofiar katolickiej indoktrynacji. Jestem daleki od tego, aby Cię potępiać, bo zapewne nie ma w tym Twojej winy. Oczywiście nie znam Twojej przeszłości, ale jeśli chodzi o zdecydowaną większość Polaków, to są oni poddawani silnemu „praniu mózgów” niemal od kołyski i trudno ich winić, że w ich umysłach utrwalił się zafałszowany obraz historii i Kościoła.
Propaganda ma to do siebie, że zręcznie miesza prawdę z fałszem i podlewa to wszystko sosem subiektywnych opinii trudnych do zweryfikowania. Na przykład o komunizmie i faszyzmie piszesz, że ich ogrom i okrucieństwo przerosły wszystko, co znała wcześniejsza historia ludzkości, włączając w to najczarniejsze karty w dziejach Kościoła. Czy naprawdę przerosły? A jak to porównałeś, jak oszacowałeś? Masz obiektywną skalę okrucieństwa rozmaitych tortur? Policzyłeś wszystkie ofiary? A czy na przykład uwzględniłeś zmarłych na AIDS w Afryce, którzy być może przeżyliby, gdyby stosowali zakazane przez Kościół prezerwatywy? A jaką miarą można zmierzyć tysiącletni regres kultury i cywilizacji w Europie od czasów, gdy chrześcijaństwo rozgościło się na ruinach starożytnego świata, do którego upadku walnie się przyczyniło? Ja tylko stawiam pytania, nie formułuję odpowiedzi, bo problemy są poważne, wymagają szerokiej wiedzy, namysłu i rzetelnej dyskusji. Ale Ty nie masz żadnych wątpliwości, Ty po prostu wiesz, że przerosły wszystko.

Zawsze, gdy poruszam temat zbrodni i niegodziwości religii, mogę być niemal w stu procentach pewny, że mój wierzący interlokutor natychmiast zawoła: „no a przecież komunizm i faszyzm…” itd., tak jakby zbrodnie komunizmu i faszyzmu w jakiś tajemniczy sposób unieważniały okrucieństwa religii. Jest to jedna z klasycznych metod prowadzenie sporów, polegająca na wekslowaniu rozmowy na inny tor poprzez „odbijanie piłeczki”. W rozmowie ze mną jest to jednak odbijanie w próżnię, ponieważ nie jestem ani komunistą, ani faszystą, i oba te systemy zdecydowanie potępiam, na równi z chrześcijaństwem.
Poza tym samo zestawienie – w tym kontekście – faszyzmu i komunizmu jest rutynową manipulacją stosowaną przez religijnych propagandystów. Starają się oni w ten sposób zamazać historyczną prawdę, iż te dwa totalitaryzmy bardzo się różniły się od siebie w traktowaniu religii, były też odmiennie traktowane przez Kościół katolicki. Oba te systemy były wprawdzie quasi-religijne – dogmaty o przywódczej roli klasy robotniczej (ZSRR) lub rasy aryjskiej (Niemcy), kult przywódców, masowa indoktrynacja, prześladowania heretyków i niewiernych – ale system radziecki zdecydowanie zwalczał religie teistyczne, podczas gdy hitleryzm starał się, często skutecznie, wykorzystywać Kościół i religię do własnych celów.
Owszem, hitlerowski terror nie oszczędzał ludzi wierzących, w tym księży, ale nie zmienia to faktu, że Kościół katolicki ma duże zasługi dla ideologii faszystowskiej, ponieważ pomógł jej umocnić się w Europie i przejąć władzę w wielu krajach. W Chorwacji struktury faszystowskie i kościelne wręcz stapiały się ze sobą. We Włoszech papież Pius XI po podpisaniu konkordatu z faszystowskim reżimem Mussoliniego określił dyktatora mianem męża stanu, wolnego od „uprzedzeń liberalnych”, zesłanego mu przez Opatrzność. W marcu 1933 roku niemiecka katolicka partia Centrum poparła w parlamencie dyktatorskie pełnomocnictwa dla Adolfa Hitlera, w zamian za obietnicę podpisania przez Niemcy konkordatu z Watykanem. Poufne rozmowy w sprawie poparcia dla Hitlera toczyły się w ścisłej łączności z nuncjuszem Euegenio Pacellim, późniejszym papieżem Piusem XII. Hitler dotrzymał obietnicy i w lipcu 1933 roku podpisał konkordat, umowę międzynarodową, która w praktyce legitymizowała jego reżim na arenie międzynarodowej. Oczywiście cele, jakie stawiał sobie Watykan podpisując tę umowę, były zupełnie inne, ale tych celów Stolicy Apostolskiej nie udało się osiągnąć, natomiast praktyczna akceptacja przez Kościół nazistowskiego państwa wydatnie pomogła Hitlerowi w realizacji jego zbrodniczych zamierzeń.

Być może nic nie wiesz o tych faktach, ale trudno się temu dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę skalę przemilczeń, manipulacji i fałszerstw, stosowanych przez ludzi wierzących wobec historycznych świadectw. Fałszuje się dokumenty (np. dopisek w kronice Józefa Flawiusza o Jezusie, „dar Konstantyna” na mocy którego Kościół stał się nieprawnym właścicielem tzw. państwa kościelnego i podporządkował sobie cesarza) i wykopaliska archeologiczne (np. napis na kamieniu z Tel Dan, mający potwierdzać historyczność biblijnego króla Dawida, napis na urnie „brata Jezusa”). Nie tylko historia pada ofiarą religijnych fałszerzy, o czym świadczy na przykład rozpowszechnianie kłamstw, że wirus AIDS przenika przez pory w ściankach prezerwatywy.

Wszystko to sprawia wrażenie panicznej ucieczki przed prawdą, ucieczki psychologicznie zrozumiałej (bo konfrontacja z prawdą burzy zbudowany z iluzji świat człowieka religijnego), ale prowadzącej do moralnego upadku, do życia w kłamstwie.
Widać więc wyraźnie, jak głębokie szkody wyrządza religia ludziom wierzącym, którzy za wszelką cenę chcą nagiąć rzeczywistość do swojej zideologizowanej wizji świata. Są to szkody nie tylko o wymiarze prywatnym, ale również społecznym, bo silna zinstytucjonalizowana religia potrafi przeforsować tę wizję i utrwalić ją w społecznej świadomości.
Cóż można zrobić? Żyć w prawdzie – czyli bez religii.